sobota, 19 kwietnia 2014

1. Travel to Paris.

Następne 2 godziny spędzone w samolocie. Mam tak wymagającego szefa, że nawet każe mi pisać artykuły do gazety na miesiącu miodowym. Znaczy prawie. Ślubu jeszcze nie było, a mów narzeczony Josh chciał koniecznie spędzić ze mną kilka dni sam na sam. 
*kilka godzin później*
Powoli wypakowywałam swoje rzeczy do starej ale ładne szafy w pięknym pokoju. Gdy już wszystkie rzeczy zostały wypakowane, postanowiłam zwiedzić Paryż. Wraz z Josh'em spacerowaliśmy uliczkami. Nagle zauważyłam jak niektóre dziewczyny płaczą i przyczepiają jakieś karteczki. Gdy się spostrzegłam nie było ze mną Josh'a. Poczułam wibracje z kieszeni moich spodni. To był sms od Josh'a.
*oczami Josh'a *
Napisałem do Nicol, że nie jestem w naszym mieszkaniu, lecz w Wenecji. 

Chyba coś się stało, ponieważ nie odpisywała. Trudno.
*oczami Nicol* 
No trudno jak zawsze sama. Tsa miesiąc miodowy. Chyba w snach.
Postanowiłam nie odpisywać. Usiadłam na ławce na przeciwko muru z karteczkami. Przesiedziałam tam dobre dwie godziny. Zaczynało się robić ciemno. Jakaś pani, wyglądała na około 30 lat, przyszła z koszyczkiem i zbierała wszystkie karteczki. Gdy mur pozostał pusty, odeszła. Postanowiłam zobaczyć dlaczego ta dziewczyna zabiera tak zwane ,,Listy do Julii '' . Dotarłam za nią do pomieszczenia gdzie siedziały cztery kobiety. Otwierały one listy i pisały coś na innych kartkach.
- Przepraszam. Jestem Nicol. Czy to panie są osobistymi sekretarkami Julii.
- Oczywiście. Odpisujemy na zaadresowane listy. Codziennie są ich setki. 
- Och przepraszam. To ja może już pójdę robi się ciemno. 
- Jeśli jutro znów wpadniesz do nas. To pokażemy Ci naszą pracę.
- Dobrze. Przyjdę z miłą chęcią. 
   * Następny dzień *
Tak jak obiecałam przyszłam pod koniec dnia. I tak nie miałam nic do roboty. Josh nadal był w Wenecji. Trudno się mówi. Nigdy nie przepadał za wyjazdami. Chyba że w sprawie jego restauracji. Nagle poczułam smutek. Może on nie był mi pisany. I tak nie byliśmy teraz ze sobą. To miał być miesiąc miodowy. A jesteśmy w całkiem innych miejscach. Razem z Kate poszliśmy pozbierać listy. Szłam wzdłuż muru, zbierając listy. Jedna z cegiełek była wysunięta. Wyciągnęłam ją do końca. W środku znajdował się list od nijakiej Cler . Ta kartka czekała tu 50 lat. Aż w końcu ją znalazłam. Jak na tyle czasu była w całkiem dobrym stanie. 
Odpisywałam na ten list dobre trzy godziny. Po ciężkim dniu. Włożyłam odpowiedź na list od Cler oraz ten list, który napisał własnoręcznie. Wyczerpana wróciłam do domu. Umyłam się i zasnęłam bardzo szybko. Rano wstałam się jak nowo narodzona. Znów poszłam w to samo miejsce co wczoraj i zabrałam za odpisywanie na następne listy. Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki brunet o czekoladowych oczach. Gdy spytał się o mnie i przedstawił jako wnuczek Cler.... zaniemówiłam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć ani jak się zachować. Ucieszona spytałam czy przyjechał tu sam czy z kimś. Gdy dowiedziałam się , że jest tu z babcią od razu za nim pobiegłam .
- Dzień Dobry . Pani Cler ? - spytałam gdy zauważyłam staruszkę.
- Tak Zayn czy mógłbyś .......
**************
Ups. Jak myślicie co się stanie. Co sądzi Zayn o tej całej sytuacji ? :D 
CZYTASZ ------- >> KOMENTUJESZ :D
2 komentarze i następny rozdział. :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz